AGORA członków polskich SM ( i nie tylko)

InformacjeCategory Archives

„Wyparowało” 635 261,53 zł

Z zaprzyjaźnionej strony:

„Zarząd jak struś

12804802_1046567468714899_8858415179524022875_n    photo0038    1743561_745794632106263_271466064_n

Jacek Liebert – Prezes   Michał Starzewski – Wiceprezes      Julita Złotek – Członek

na stronie internetowej Spółdzielni chwali się, że powództwo członka zostało wyrokiem Sądu Okręgowego oddalone:

zrzut-ekranu-2016-10-28-o-15-51-21

Zarząd przemilczał, że wyrok jest nieprawomocny, ponieważ została złożona apelacja.

Proces w obu instancjach trwa już ponad dwa lata. I jak słusznie Zarząd zauważył kluczową rolę miała dla sprawy opinia biegłego sądowego Andrzeja Głackiego. Biegły sądowy stwierdził, że kwota 635 261,53 zł wniesiona do funduszu zasobowego (według biegłego udziałowego) tytułem wpisowego powinna być zweryfikowana od początku istnienia Spółdzielni.

Na marginesie należy zaznaczyć, że biegłemu Gałeckiemu pomylił się fundusz udziałowy z funduszem zasobowym, a są to przecież podstawowe własne fundusze każdej spółdzielni. Biegły Gałecki widocznie nie rozróżnia wpisowego od  udziałów, a przecież wystarczyło dokładnie przeczytać sprawozdanie finansowe (informacja dodatkowa str 8). Ponadto biegły Gałecki nie wie, że zarówno fundusz zasobowy jak i udziałowy są to fundusze własne służące do pokrywania powstałych strat i nie prowadzi się dla nich ewidencji łącznie czy też oddzielnie dla poszczególnych nieruchomości, ponieważ powstają z wpłat członków na rzecz spółdzielni a nie na rzecz eksploatacji czy też utrzymania nieruchomości.

Wiem – czepiam się, przecież biegły sądowy nie musi się na wszystkim znać jaka wiedza taki biegły.

Ale przejdźmy do meritum sprawy. Zarząd wykazał w księgach rachunkowych kwotę 635 261,53 wpłaconą gotówką przez członków tytułem wpisowego. Problem polega tylko na tym, że w księgach rachunkowych te pieniądze są, a na koncie bankowym ich nie ma, innymi słowy wyparowały, zniknęły, rozpłynęły się…

Zarząd jak się sam przyznał zapoznał się z opinią i miał obowiązek dokonania rewizji zapisów. A może, któraś z pań księgowych (w ciagu pięciu lat przewinęło się ich aż 8) założyła konto w jakimś raju podatkowym z wysokim oprocentowaniem? Cypr, Bahama, Curacao, Makau, Seszele…

Zarząd po uzyskaniu tych informacji miał obowiązek bezzwłocznie dokonania weryfikacji tych zapisów. Członkowie Spółdzielni mają prawo przecież wiedzieć, gdzie są ich wpisowe w wysokości  635 261,53 zł, jeżeli ta kwota w ogóle pochodzi z tego źródła. Podawanie nieprawdziwych danych przez Zarząd jest w myśl przepisów czynem penalizowanym. Osobiście, jako członek Rady Nadzorczej, informowałem prezesa Jacka Lieberta o nieprawidłowościach w zapisach księgowych.

A tym czasem prezes Jacek Liebert

imagesudaje, że nic się nie stało i chowa głowę w piasek by nie zobaczyć smutnej prawdy, co się stało z „drobną” kwotą 635 261,53 zł w funduszu zasobowym.

FUNDUSZ ZASOBOWY to fundusz spółdzielni, który powstaje z wpłat wpisowych dokonanych przez członków spółdzielni i z części zysku części nadwyżki bilansowej. Nie podlega podziałowi między członków, a w chwili likwidacji spółdzielni jest przeznaczony na cele spółdzielni lub społeczne (stąd dawna nazwa — fundusz społeczny). Jest, obok funduszu udziałowego, źródłem finansowania spółdzielni.

Powstaje z :
* wpłat wpisowego,
* części nadwyżki bilansowej (dochodu ogólnego),
* darowizn, spadków,
* zapisów dokonanych na rzecz spółdzielni
* innych źródeł określonych w odrębnych przepisach.
W razie wystąpienia w spółdzielni strat fundusze spółdzielcze są pokrywane w pierwszej kolejności z funduszu zasobowego, w przypadku jego niewystarczalności również z funduszu udziałowego.

Czy spółdzielnia może istnieć bez funduszu zasobowego?

Z pewnością nie, ponieważ jak każda działalność gospodarcza w warunkach wolnego rynku obarczona jest ryzykiem powstania straty. Strata w spółdzielniach mieszkaniowych po nowelizacji ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych z roku 2007 może być tylko i wyłącznie pokrywana z z funduszu zasobowego albo udziałowego, ewentualnie z zysku wypracowanego z pozostałej działalności gospodarczej po opodatkowaniu. Pokrywanie strat z funduszu remontowego lub z opłat eksploatacji zdaniem prokuratury jest działaniem na szkodę spółdzielni. Tak samo jak pokrycie kosztów bieżących kosztów działania spółdzielni z funduszu remontowego – sprawa przeciwko Teresy R. dot. przeznaczenia 750 tys. zł z funduszu remontowego na pokrycie bieżącej działalności spółdzielni.

Czy członkowie poszczególnych Zarządów i Rad Nadzorczych w naszej Spółdzielni poniosą podobną odpowiedzialność?

To, że na funduszu zasobowym i udziałowym nie ma żadnych środków pisałem o tym tu:

W normalnej spółdzielni taka kwota byłaby zdeponowana na wysoko oprocentowanej lokacie i by przynosiła korzyści finansowe. Z tego wynika, że my nie jesteśmy normalną Spółdzielnią; Zarząd nie tylko nie zdeponował tych środków na lokacie, ale nawet nie wie gdzie one są!

Czy pamiętacie znakomity duński film Gang Olsena? Niekompetentni, nieudolni, ale za to śmieszni…

unknown

Obserwując poczynania naszego Zarządu odnoszę takie samo wrażenie: niekompetentni, nieudolni, ale za to śmieszni, tylko że nam spółdzielcom nie jest do śmiechu, bo to nie jest film tylko smutna rzeczywistość, bo tu nie chodzi o rozrywkę tylko o nasz dach nad głową, czyli o szczególne dobro materialne ustawowo chronione. 

Autor: Czarek Meszyński

Postscriptum

  1. Biegły Sądowy stwierdził, że tak ustalony wynik finansowy (jest lub nie ma kwoty 635 261,53 zł) należy uznać za prawidłowy. Redakcja gratuluje celności poglądów Andrzejowi Gałeckiemu – Biegłemu Sądowemu wpisanego na listę biegłych rewidentów nr KIBR 1143.
  2. Z praktyki spółdzielczej (SM) wynika, że w jednostkach w których pieniądze są wyprowadzane księguje się je przeważnie na funduszach własnych, ponieważ zazwyczaj nikt ich nie weryfikuje ani lustrator, ani biegły rewident. Spółdzielcy też nie sprawdzają realności wykazywanych na nich kwot. Nierealne kwoty na funduszu zasobowym lub udziałowym stanowią dobre wytłumaczenie dla zarządów i księgowych, ponieważ wskazują na zapisy oddalone w czasie i tak jak biegły Gałecki postuluje: Pewne nieprawidłowości, będące skutkiem nieuzgodnionych funduszy (bełkot, albowiem fundusze są własne i co najwyżej podlegają weryfikacji lub złożeniu zawiadomienia do prokuratury; uzgadnia się salda z kontrahentami), są do wyeliminowania w przyszłych okresach sprawozdawczych… Opinia powstała 14 grudnia 2015 r., i co myślicie Państwo, że Zarząd wyeliminował te nieprawidłowości? Zarząd cieszy się jak dziecko, że wygrał w pierwszej instancji i nadal „karmi” spółdzielców fałszywymi danymi.
  3. Zarząd napisał „Obsługa prawna powyższej sprawy sądowej kosztowała członków spółdzielni 3997,50 zł. (dla porównania –  jest to więcej niż miesięczny koszt konserwacji i remontów bieżących na osiedlu.” Pisząc te słowa Zarząd wykazał się całkowitą ignorancją, albowiem ustawa o spółdzielniach mieszkaniowych w art. 4 nie przewiduje pokrywania kosztów sądowych z opłat pobieranych z tytułu eksploatacji i utrzymania. A za tym z jakiego źródła można pokryć koszty sądowe? Z zysku wypracowanego z pozostałej działalności gospodarczej lub z funduszów własnych (zasobowego lub udziałowego). Każda sprawa sądowa jest to ryzyko prowadzenia działalności gospodarczej przez spółdzielnię i nie jest pokrywana przez członków. Ponieważ, moja Spółdzielnia nie prowadzi pozostałej działalności gospodarczej, a fundusze własne świecą pustakami koszty bedą musiały być pokryte z prywatnej kieszeni. Liebert, Starzewski, Złotko szykujcie „kasę” na procesy sądowe bo obciążanie nimi spółdzielców jest nielegalne. A’propos Zarząd obecnie prowadzi 9 procesów sądowych (w tym 3 apelacja) i z tego co wiem Zarząd nie powiedział ostatniego słowa. No cóż mamy taki procesowy Zarząd.”

OSTROWIEC – „Wóz, albo przewóz”

ostrowiec2Ostrowiec i bloki na ul. Polnej – temat naszej witryny można powiedzieć „dyżurny” od momentu jej powstania. To są nasze niektóre (najważniejsze) publikacje dotyczące gehenny mieszkańców tych bloków:

http://temidacontrasm.info/kradl-falszowal-dokumenty-kary-unika/

http://temidacontrasm.info/ostrowiec-historia/

http://temidacontrasm.info/o-kant-potluc/

http://temidacontrasm.info/ostrowiecki-horror-c-d/

http://temidacontrasm.info/tykajaca-bomba-w-sm-hutnik/

http://temidacontrasm.info/ostrowiec-ciag-dalszy/

Poniżej przedstawiamy najnowszą informację w tym temacie zamieszczoną w „Gazecie Ostrowieckiej” w dniu dzisiejszym

(http://www.ostrowiecka.pl/prawo/pod-paragrafem/7792-2016-01-20-06-41-27 ) :

„-Za nami lata walki, ale i upokorzeń, a wszystko z powodu zabiegania o sprawiedliwość –tak twierdzi Andrzej Ziębakowski, mieszkaniec bloku przy ul. Polnej – Zamiast normalnie żyć, jak inni ludzie, zostaliśmy zmuszeni do włóczenia się po sądach.

-My chcemy się dogadać – twierdzi Eugeniusz Stępień z Rady Nadzorczej Spółdzielni Mieszkaniowej „Hutnik”. Tylko, że dogadać się możemy na zasadach partnerskich. Na tym konflikcie wszyscy cierpimy. Niestety, intencje wiceprezesa jakoś nie przekuwają się w czyn, bo władze spółdzielni nie odpuszczają i zawsze walczą do końca, także w sądach. Nawet, gdy jakaś sprawa znajdzie swój finał, nie dochodzi potem do zgody.
Ostrowiec
Prawda zwyciężyła
Nie ulega wątpliwości, że dolaniem oliwy do ognia był uchwalony jakiś czas temu podział spółdzielni. W efekcie miały powstać dwie, przy czym jedna według mieszkańców z góry skazana na przegraną. Że nie jest to subiektywna ocena, świadczy wyrok Sądu Okręgowego w Kielcach z dnia 23 czerwca 2015 r., który przyznał rację skarżącym. Władze spółdzielni, choć teoretycznie otwarte na dialog, zaraz tę uchwałę zaskarżyły.
Konflikt ma tło historyczne. W latach 90. XX wieku doszło do przekazania WSM „Hutnik” aktami notarialnymi zasobów mieszkaniowych Huty Ostrowiec. Z transakcją tą wiązał się obowiązek zapłaty, z którego spółdzielnia do końca się nie wywiązała.
Obecnie kwota, jaką spółdzielnia powinna zapłacić Syndykowi Huty, przekracza 15 mln zł. Mieszkańcy dwóch bloków przy ul. Polnej 7A i 7B, którzy jako jedyni mieli odwagę powiedzieć nie, są zdania, że działania związane z podziałem spółdzielni podjęto, chcąc uciec przed koniecznością spłaty ogromnych należności.
-Podział dokonany został w sprzeczności z celami uregulowania, zawartymi w przepisach art. 108 i następnych Prawa spółdzielczego –twierdzi powódka Jadwiga Chodorek. Istotą wprowadzenia tej regulacji była możliwość wydzielenia się mniejszych spółdzielni od dotychczasowych spółdzielni –molochów, tak aby w konsekwencji nowo powstająca spółdzielnia uzyskała możliwość sprawnego zarządzania wydzielonym majątkiem. Tymczasem w niniejszej sprawie zasada ta została odwrócona, bez jednoczesnego wskazania celu takiego działania.
Ze spółdzielni ma wydzielić się SM „Nowa”, która ma stanowić prawie 94 proc. dotychczasowych zasobów, a nędzną resztę ma zatrzymać SM „Hutnik”.
Mieszkańcy budynków przy ul. Polnej 7A i Polnej 7B boją się, że będą musieli w pierwszej kolejności spłacać – wynoszącą ponad 15 mln zł – należność za bloki mieszkalne nabyte od Huty Ostrowiec.
Sąd Okręgowy w Kielcach uznał racje mieszkańców. Sędzia Renata Żak – ogłaszając ustne motywy wyroku – powiedziała, że mocą podjętej uchwały miała powstać z substratu SM „Hutnik” nowa spółdzielnia – SM „Nowa”. Podział praw jest na tyle nieprawidłowy, że wielkości przydzielone SM „Hutnik” i SM „Nowa” nie bilansują się. Tymczasem podstawą zasadą jest właśnie bilansowanie się tych wielkości. Zasady podziału spółdzielni na SM „Nowa” oraz SM „Hutnik”, przyjęte w planie podziału, są wadliwe, a późniejsze określenie ich wartości nie spowodowałoby ich zbilansowania. Nowy twór, czyli SM „Hutnik” po podziale miałby tylko 17 członków, z których tylko trzech ma zasoby mieszkaniowe w spółdzielni, a pozostali są członkami oczekującymi. Taki twór nie miałby szans na funkcjonowanie.
Z tych powodów sąd uznał, że podział spółdzielni, dokonany przez delegatów, był wadliwy i godził bezpośrednio w interesy
członków SM „Hutnik”.
demonstracja spoldzielcow pod Prokuraturą Okręgową w Kielcach 27.11.2013rMieszkańcy Polnej pod SO w Kielcach
Uszczęśliwianie na siłę

Wiecej … »

Western z PRL-u

O „rugach” w SM-ach ciąg dalszy

ObszarTego, że zaczęły się rugi spółdzielni, niestety nie widzą ani politycy, ani samorządowcy, ani prawnicy. Nie widzą, jak manipuluje się uznaniem długu, poddaniem pod egzekucję i zgodą na wpis hipoteki.

indeksIleż ja się napatrzyłam w kinie, w czasach młodości, westernów, gdzie bogaty właściciel rancha, nierzadko wynajmując zbirów, odcinał uboższym sąsiadom dostęp do wodopoju! I jak osaczał biedaków, wykupując sąsiednie działki, zastraszał, nakłaniając per fas et nefas do sprzedaży za grosz dobytku życia? Szantaż, siła, podstęp, kończyło się to strzelaniną, ale sprawiedliwość triumfowała automatycznie, bo to było kino z epoki poczciwości.

W historii i dającej jej świadectwo literaturze już nie bywało tak sielankowo. Rugi pruskie, rugi irlandzkie… Rugi chłopskie, to przecież były przymusowe wysiedlenia, pozbawianie chłopów ziemi w celu powiększenia areału gruntów folwarcznych. Pamiętają państwo, o czym jest „Placówka” Bolesława Prusa?

W starym kinie nowy film. O tym, czym jest „czyszczenie kamienic”, wiedzą już wszyscy. Chociaż ogromnie długo to trwało, zanim prawnicy się połapali, że prawo i jego instrumenty niekoniecznie muszą służyć do tego, do czego je wymyślono, ale że mogą pozostawać w służbie nadużycia czy zgoła przestępstwa. No i ten paraliż prokuratury przez wolę właściciela, boć „wolno Tomku w swoim domku”, nawet jeśli owa wola łamie prawa innych i elementarne zasady współżycia. Tak się składa, że olśnienie przeważnie przychodzi zbyt późno.

Ostatnimi czasy uczestniczyłam w ramach obserwacji towarzyszącej w scenariuszu, który powinien być sfilmowany, pod tytułem „Rugi wmieście, czyli o prawniczej sztuce przewidywania”. I teraz będzie już serio.

Spółdzielnie mieszkaniowe nie mają dobrej prasy. To świetna instytucja dla uczciwych ludzi, chcących z sobą współpracować i wspólnie rozwiązywać własne problemy. Ale w życiu rzadko to się zdarza. W PRL spółdzielnie obrosły siatką układów i układzików, na miarę swoich czasów. Gdy czasy się zmieniły, sądzono, że wystarczy albo zmienić ludzi w zarządach, albo zrezygnować ze spółdzielni, skoro są symbolem starego, i uwłaszczyć spółdzielców, czyniąc z nich właścicieli. Wyszło średnio, bo sama zmiana władz, nawet wybranych najbardziej demokratycznie, ale pozbawionych talentów menedżerskich i kompletnie nieradzących sobie z zarządzaniem ogromnymi (za dużymi zazwyczaj) molochami – to droga do katastrofy. I lepiej gdy się to propaguje, nie stosować metody: najpierw rozbierzemy piec, a potem gdzieś, może, kupimy maszynkę spirytusową. Bo uwłaszczenie spółdzielców tam, gdzie problem tkwi nie w tytule do mieszkania, ale w sposobie sprawowania zarządu, to użycie niewłaściwego środka do błędnie oznaczonego celu.

Ale miało być o rugach. Otóż w tej chwili jesteśmy świadkami takich rugów spółdzielczych: w Warszawie, w Łodzi, w Poznaniu. Pewno gdzie indziej też. I jak się to odbywa? Ano jak w westernie, chodzi o wyskubanie nieruchomości – gruntowych i lokalowych. Oto modus procedendi. Wyobraźmy sobie (piszemy oczywiście scenariusz filmowy!); że nieostrożna (lekkomyślna, niekompetentna) rada nadzorcza upoważni zarząd do „obciążania wszelkich nieruchomości stanowiących zasoby spółdzielni, co do których spółdzielnia posiada tytuły prawne lub w stosunku do których tytuł prawny na rzecz spółdzielni zostanie ustanowiony”. Albo „upoważni zarząd spółdzielni do dysponowania majątkiem spółdzielni na zasadach i według uznania zarządu”.

Przesadzam, że to nie może być? Ejże! No to wtedy można uznać każdy dług, np. wygórowane rachunki za usługi – powiedzmy windykacyjne albo doradztwo prawne. Albo (i) taki dług można poddać dobrowolnie egzekucji w akcie notarialnym w trybie art. 777 k.p.c. Mając taką blankietową zgodę na wszystko, można uznawać długi z bardzo skomplikowanych i niekorzystnych dla spółdzielni transakcji, przewidujących pozbycie się nieruchomości czy ustanowienie użytkowania wieczystego. Żaden sąd tego nie sprawdzi. Potem jeszcze dodatkowo takie uznanie długu i poddanie się egzekucji uzupełnić można zgodą na ustanowienie hipoteki. To nie koniec filmu. Potrzebny zwrot akcji.

Nazywa się on: mechanizm przerzucania długów korporacji (spółdzielnia) na spółdzielców. Robimy tak. Wytworzone wedle wskazanej wyżej recepty długi, w stosunku do których istnieje możliwość egzekucji na podstawie uznania i art. 777 k.p.c. oraz możliwość ustanowienia hipoteki, trafiają do portfela fachowca, który je nabywa od spółdzielni. Fachowiec udaje się do księgi wieczystej wybranych nieruchomości spółdzielczych i uzyskuje wpis egzekucji (dział III) lub/i hipoteki (dział IV) na udziale spółdzielni mieszkaniowej w użytkowaniu wieczystym. Nie żałuje sobie. Dokonuje nadzabezpieczeń. Wybiera takie nieruchomości, gdzie istnieją spółdzielcze prawa do lokalu (one bowiem w rzeczywistości składają się na ów udział spółdzielni) i się przyczaja. Nie wszczyna egzekucji. Spółdzielczego prawa do lokalu nie można jej poddać. Trzeba zatem wyczekać, aż spółdzielca będzie chciał je przekształcić we własność. Gdy to uczyni, a zatem dojdzie do podziału nieruchomości obciążonej hipoteką, z urzędu pojawi się wpis w księdze dotyczącej nowo wyodrębnionego prawa własności do lokalu. Ono już egzekucji podlega.

Gdy sami spółdzielcy jakoś nie mają ochoty na przekształcenie, trzeba ich do tego skłonić. Strachem lub fałszywymi informacjami. Albo pogłoskami o złej kondycji spółdzielni, albo osaczaniem jej przez wierzycieli. Gdy zajęte rachunki, gdy zarząd nie płaci za media, gdy nie ma na naprawę windy, gdy mają wyłączyć ciepło, gdy kolejni komornicy zajmują to, co lokatorzy mają płacić zarządowi, spółdzielcy myślą, że ochroni ich przekształcenie we własność. To nieprawda, bo nawet najlepszy tytuł własności nie ochroni przed groźbą zamiany domu w slums. Gdy takie przekształcenie nastąpi, mieszkaniec wtedy własnymi rękami powoduje, że odporne na egzekucję prawo spółdzielcze do lokalu przekształca się we własność, już całkowicie na egzekucję otwartą. I to z automatu. Bo następuje w takim wypadku podział nieruchomości obciążonej. Tym sposobem dług spółdzielni staje się długiem egzekwowanym od spółdzielców.

I nie liczcie, proszę, na to, że notariusze będą ostrzegali nieopatrznych przed grożącym niebezpieczeństwem. Może niektórzy tak czynią. Ja, niestety, spotykałam wielu, którzy tego nie robili.

imagesRugi spółdzielcze nie weszły jeszcze w fazę finalną (kierowanie egzekucji do mieszkań), już jednak się zaczynają przygotowania do nich – okrążanie (skupowanie długów spółdzielni, wpisy w księgach). Spółdzielcy, obejrzyjcie księgi wieczyste nieruchomości, w których mieszkacie – czy nie ma tam aby hipotek umownych zdziałanych przez zarządy spółdzielni, na zabezpieczenie osób prywatnych, które wykupiły długi spółdzielni?

A jak działa hipoteka łączna? Proszę: wierzyciel hipoteczny może się zaspokajać z tego z mieszkań, obciążonego taką hipoteką, które sobie wybierze. Jednego lub kilku. Oczywiście ten, kto zapłaci (albo kogo zlicytują), ma zwrotne roszczenie do innych (w odpowiedniej części), na których mieszkaniach taka hipoteka ciążyła. Tyle że będzie już wyrugowany i będzie miał na głowie te regresy.

Tego, że zaczęły się rugi spółdzielni, niestety nie widzą ani politycy, ani samorządowcy, ani prawnicy. Nie widzą, jak manipuluje się uznaniem długu, poddaniem pod egzekucję i zgodą na wpis hipoteki. Że nie chodzi o zabezpieczenie długów wynikających z nakładów czy kredytów zaciągniętych na nieruchomość obciążaną.

Tu z tą odpowiedzialnością łączną byłoby wszystko w porządku. Ale tu idzie o lewar przerzucający odpowiedzialność ze spółdzielni – na spółdzielców. I to mimo formalnie ciągle obowiązującej zasady, że członek korporacji za długi korporacji co do zasady nie odpowiada. Tu jest to szczególnie rażące, bo dotyka prawa do mieszkania, rzekomo chronionego konstytucyjnie. Tymczasem to, co opisano, służy legalizacji nadużycia zasady. Oczywiście że przed rugami można się bronić. Ale wymaga to wysiłku i wiedzy.

Rugi w westernie były malownicze i zawsze się dobrze kończyły. Zło zostało ukarane, a dobro i prawda triumfują. Ale w życiu nie jest jak w kinie. Obym nie była Kasandrą, w której wróżby nikt nie wierzył. Spółdzielnie mieszkaniowe są świetną instytucją dla uczciwych ludzi, chcących z sobą współpracować i wspólnie rozwiązywać własne problemy. Ale w życiu rzadko to się zdarza.

prof. Ewa Łętowska

prawniczka, pierwszy polski rzecznik praw obywatelskich, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku.

Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna” z dnia 08.05.2015r.

Dostęp do wpisów – informacja

Instrukcja dostępu do WSZYSTKICH wpisów:

Każdy, nawet nie zalogowany, ma dostęp do wszystkich wpisów, postępując w sposób następujący:

– Po „wejściu” na stronę, „kliknąć” napis „Wiadomości” w pasku na górze lub z prawej strony w zakładce „Kategorie”;

– „Przewijając” w dół, mamy kilkanaście, lub nawet kilkadziesiąt (w zależności od wielkości), wpisów;

– Na samym dole, z lewej strony, mamy napis „older posts”. „Klikając” na niego, otworzymy kolejną stronę starszych wpisów;

– Postępując w ten sposób dalej, „dojdziemy aż do pierwszego wpisu.

-Każdy wpis znaleziony metodą przewijania  można „otworzyć” klikając na jego temat. W ten sposób uzyskuje  się dostęp do pełnego wpisu łącznie z towarzyszącymi mu komentarzami.

Wpisów jest 398, tak że, nawet spis ich tytułów zajmie kilka stron.

Instrukcja ta będzie stale dostępna, po „kliknięciu” z prawej strony witryny w zakładce „Kategorie”, odnośnika informacje.

Czerwień dla Posłanek i posłów

Nasz Sejm

Europarlament

Informuję Wszystkich Gości i Forumowiczów, że z prawej strony witryny, w zakładce „AKCJE”, jest łatwo dostępny link do wpisu „Czerwone kartki dla posłów”.

Oceniajmy tam tych naszych „wybrańców” i dodajmy propozycje nowych kandydatur na tą listę. Z tej listy stworzymy, dla każdego okręgu wyborczego, „ściągę” przed wyborami (każdymi, do Europarlamentu także ) na kogo spółdzielca nie powinien głosować.

Zgodnie z sugestią jednego z  forumowiczów utworzymy także „LISTĘ POZYTYWNĄ”.

Pytanie dla ewentualnych kandydatów na „pierwszą listę:  Zapomnieliście już, kto Was wybrał i teraz może już drugi raz nie zrobić tego błędu?

Blokada poczty do posłów

Ponieważ nie do wszystkich mogła dotrzeć informacja o blokadzie na publicznych skrzynkach mailowych naszych posłów, więc ją powtarzam w informacjach ogólnych :  Z moich informacji wynika, że posłowie na swoich, płatnych skrzynkach pocztowych „….@sejm.pl”, opłacanych przez Sejm, czyli przez nas podatników, mają założone  filtry antyspamowe, zaprogramowane tak, aby odrzucały jako spam, wszystkie maile w których są słowa sygnalizujące, że nie pochodzą z sejmu, senatu, urzędów państwowych, a jednocześnie sygnalizujące, że mogą pochodzić od osób prywatnych. Na skrzynce płatnej, jest to banalnie prosta sprawa założenie takiego filtra. Możemy więc do nich pisać ile chcemy, a to i tak do nich nie dotrze. To się nazywa „komunikacja z wyborcami”, albo jak mówiono dawniej „pisanie na Berdyczów”. Piszę o tym, gdyż moim zdaniem jest to SKANDAL!!!