AGORA członków polskich SM ( i nie tylko)

Z JASTRZĘBIA!!! PILNE!!!

W jednym z poprzednich wpisów poruszaliśmy sprawę PRZEKRĘTÓW W JASTRZEBIU ! To są najnowsze informacje podane przez byłą sekretarz RN tej GSM. Tekst jest troszkę „przydługi”, ale też trudno było by go skrócić, aby nie „stracił wymowy”, dlatego publikujemy go w całości. Oto on:

Niech się ludzie dowiedzą…

Zwracam  się  do redakcji  JasNet-u  o możliwość  wypowiedzenia się  w sprawie  skandalicznych  stosunków   panujących

Była Sekretarz Rady Nadzorczej

w Górniczej Spółdzielni Mieszkaniowej. Do niedawna byłam członkiem Rady Nadzorczej tej Spółdzielni, jednak razem z kilkoma innymi członkami stwierdziliśmy, że rzetelne wykonywanie obowiązków na tym stanowisku, wobec postawy przewodniczącego RN i grupy go wspierającej oraz części Zarządu GSM, jest niemożliwa, dlatego złożyliśmy dymisję.

Od kilku ostatnich miesięcy zwiększało się napięcie pomiędzy częścią Rady, która wspiera działalność Zarządu (4 osoby), a jej większą częścią (5 osób), dla których działalność ta wzbudzała coraz więcej wątpliwości. W ostatnim  wydaniu gazety GSM „Twoja Spółdzielnia”, w artykule „Mieszkańcom należą się wyjaśnienia”, przewodniczący RN pan Zbigniew Podmagórski przedstawił swoją wersję tej sytuacji, która ma charakter cynicznego paszkwilu, nie mającego nic wspólnego z prawdą. Nie mogę w tej gazecie przedstawić mojego punktu widzenia, dlatego proszę Waszą redakcję o umożliwienie mi tego na Waszych łamach.

Stanowisko w Radzie Nadzorczej Górniczej Spółdzielni Mieszkaniowej zaproponował mi jej członek Andrzej Matusiak. Znaliśmy się prywatnie, mieszkam w sąsiedztwie jego rodziny, z którą utrzymuję bardzo dobre kontakty. Pan Matusiak zorientował się, że sprawy społeczne są mi bliskie i pewnie stąd ta propozycja. Nie zorientowałam się wówczas, że w rzeczywistości nie chodziło mu o aktywnego członka RN, a o osobę bezwzględnie wypełniającą zamiary jego i jego grupy. Zostałam członkiem Rady a nawet jej sekretarzem. Wierzyłam, że działania tych osób są uczciwe, a przekonanie te budowałam na bazie dokumentów, przedstawionych mi i  reszcie Rady. Nie wiedziałam wtedy, że były to tylko dokumenty takie, które chcieli nam pokazywać.

Do zmiany nastawienia pana Matusiaka wobec mnie doszło, kiedy jako radny nie wywiązał się przez wiele miesięcy, od 2010 r. z obietnicy załatwienia wykoszenia trawy na boisku, na naszym osiedlu. Naciskana przez zniecierpliwionych  mieszkańców zwróciłam się więc z prośbą do radnego Janusza Tarasiewicza i jego interwencja była skuteczna już w kilka dni. Wówczas stosunek pana Matusiaka do mnie zmienił się całkowicie. Zaczął mnie traktować jak przeciwnika, pojawiły się aroganckie zachowania a nawet groźby. Wówczas usłyszałam od niego, że wylecę z Rady Nadzorczej, tak jak wyleciał Tarasiewicz..

Przewodniczący Komisji Rewizyjnej w Radzie Nadzorczej

 Jeszcze podczas Walnego Zgromadzenia w czerwcu 2013 r. ja i inni członkowie RN byliśmy przekonani, że Rada i Zarząd pracują rzetelnie. Wiedzę swą opieraliśmy na bazie informacji i dokumentów dostarczonych nam przez Zarząd Spółdzielni i przewodniczącego Rady Nadzorczej. W dobrej wierze wnioskowaliśmy o udzielenie Zarządowi absolutorium. Nic dziwnego, że na podobnej bazie zebrani członkowie GSM poparli ten wniosek. Oczywiście nie bez znaczenia jest to, iż zazwyczaj większość na takich spotkaniach jest ściągnięta przez Zarząd i osoby go wspierające. Mieszkańcy sami z siebie raczej rzadko biorą udział w takich gremiach. Wówczas nie wiedzieliśmy, że otrzymywaliśmy tylko takie dokumenty, które „powinniśmy” dostać. Jednak wkrótce po tym zaczęły do nas docierać sugestie od zaniepokojonych pracowników GSM,  że nie wszystkie sprawy wyglądają tak, jak nam je pokazywano i nie wszystko idzie w dobrym kierunku. Potwierdzały to dokumenty, do których uzyskiwaliśmy dostęp w różny sposób, tym razem na nasze żądanie. Obraz Spółdzielni zaczął wyglądać zupełnie inaczej.

Coraz bardziej zaczął też zarysowywać się podział w Radzie Nadzorczej na osoby chcące zbadać rzeczywisty stan Spółdzielni (5 osób) i te, które bezwzględnie wspierały Zarząd, z przewodniczącym Zbigniewem Podmagórskim i Andrzejem Matusiakiem (4 osoby). I wtedy zostaliśmy „wywrotowcami”, „warchołami”, czy „gniewną piątką”. Do większego starcia doszło w momencie wyboru głównej księgowej, która miała być również członkiem Zarządu. Mimo nacisków pana Matusiaka, który proponował na to stanowisko żonę swojego szefa z pracy. Rada, większością głosów opowiedziała się za inną, niezależną kandydaturą. Jak się później okazało jest to osoba rzetelna, chcąca uczciwie wykonywać swoje obowiązki wobec Spółdzielni. Spowodowało to od razu negatywny stosunek do niej pozostałych członków Zarządu: pana prezesa Weycherta i pana wiceprezesa Pluty, a także członków Rady Nadzorczej: pana przewodniczącego Podmagórskiego i pana Matusiaka.

 

Zb. Podmagórski – Przewodniczący Rady Nadzorczej

Do kolejnego starcia doszło przy wyborze biegłego rewidenta, który miał skontrolować stan finansów Spółdzielni. Pan Podmagórski robił wszystko co możliwe, aby nie powierzyć tego zadania dotychczasowemu rewidentowi, biegłej sądowej z Rybnika.  Okazało się, że jej poprzedni raport nie był taki pozytywny, jak pan Zbigniew Podmagórski przedstawił  w swoim artykule, a jej raportu długo nam nie pokazywano.  Bał się panicznie, aby to ona przeprowadzała kolejną kontrolę. Jak przedstawił w swoim pisemnym oświadczeniu były już członek Rady Nadzorczej Waldemar Kapłon, to właśnie Zbigniew Podmagórski miał powiedzieć, że jak ona zostanie wybrana to  „k…a  ona utopi ich obydwóch (Weycherta i Plutę)” a on wtedy tym wszystkim „pier…e”. Mimo tych nacisków rewident z Rybnika została wybrana w konkursie, stosunkiem głosów 5 (grupa niezależna) do 4 (grupa wspierająca Zarząd).  Jednak potem na łamach publikatorów spółdzielni przypuszczono na nią gwałtowny atak o charakterze paszkwilu. Oburzona pani rewident wycofała swoją ofertę i zażądała przeprosin, grożąc pozwem sądowym.

Innym punktem sporu była propozycja pana Podmagórskiego, aby zawrzeć z prezesem Spółdzielni Gerardem Weychertem kontrakt menadżerski. Przewidywał on, że Spółdzielnia będzie mu płaciła wynagrodzenie jeszcze przez 12 miesięcy po ustaniu stosunku pracy. Koszt dla Spółdzielni takiego kontraktu wyniósłby szacunkowo ponad 140 tys. zł.

Kolejną sprawą nie do zaakceptowania było powierzenie termomodernizacji, opiewającej na wielomilionowe kwoty, firmie wybranej do tego zadania bez przetargu. I to tylko przykłady spornych spraw.

Sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Na zebraniach Rady często dochodziło do spięć, łącznie z używaniem wulgaryzmów i zniewag personalnych ze strony pana Podmagórskiego i Matusiaka. Zwoływano nas np. na zebranie bez przygotowania dokumentów, mieliśmy się opierać tylko na relacjach przewodniczącego. Praca w takich warunkach stawała się niemożliwa, a działania pana Podmagórskiego coraz trudniejsze. Mnożyły się wątpliwości co do pracy Zarządu Spółdzielni.

W tej sytuacji większość członków RN podjęła decyzję o odwołaniu pana Podmagórskiego z funkcji przewodniczącego Rady, pana Matusiaka – z funkcji przewodniczącego Komisji Rewizyjnej i pana Weycherta – ze stanowiska prezesa Zarządu. Dlatego na spotkaniu prezydium RN GSM w dniu 27 listopada 2013 r. przegłosowano (w stosunku głosów 3 do 2) wniosek na porządek obrad najbliższego zebrania Rady, które miało się odbyć 5 grudnia 2013 r. Przewidywał on między innymi odwołanie wymienionych osób, ze swoich stanowisk.  Nie doceniliśmy jednak pana Podmagórskiego.

W międzyczasie zwołał w trybie pilnym dodatkowe, specjalne zebranie Rady. O posiedzeniu powiadomił sms-em, wysłanym o godz. 18 poprzedniego dnia, z informacją, że zebranie to zacznie się następnego dnia 3 grudnia o godz. 13. Nie wszyscy mogli przybyć na tak niespodziewanie zwołane zebranie ze względów zawodowych lub innych powodów. W efekcie uczestniczyło w nim tylko 4 członków (stronników Podmagórskiego i Zarządu), z ogólnej liczby 9. Mimo wyraźnego zapisu w Statucie GSM, że uchwały powinny być głosowane przy minimum 6 obecnych członkach, tych  4 obecnych członków Rady (Zb. Podmagórski, A.Matusiak, W. Kosowska i M. Lęga) zawiesiło 2 z 5 im przeciwnych członków! (G.Szczukę i W. Kapłona), uzyskując przewagę zarówno w Radzie jak i jej przedydium. Określono nowy porządek obrad w innym składzie prezydium, oczywiście wykreślając punkty o odwołaniu panów Podmagórskiego, Weycherta i Matusiaka. Tych decyzji nie podano nawet do wiadomości pozostałym członkom Rady!

W efekcie zebranie w dniu 5 grudnia 2013 r. toczyło się według nieznanego całej Radzie porządku obrad i nie zatwierdzonego przez nią. Atmosfera tego spotkania była bardzo gorąca, zawieszeni członkowie nie mieli możliwości wypowiedzenia się  a obrady toczyły się chaotycznie i gwałtownie zakłócane przez nieznanych ludzi. Jakakolwiek rzeczowa dyskusja była niemożliwa. Posiedzenie zakończyło się praktycznie niczym a tylko swoistym rozejmem miedzy grupami Na jego podstawie anulowano zawieszenie dwóch członków Rady i zobowiązano wszystkich jej członków do rzetelnej pracy dla Spółdzielni. „Porozumienie” okazało się fikcją. Panowie  Podmagórski i Matusiak nadal wykazywali napastliwą postawę do niesprzyjających im członków Rady i nadal narzucali swój punkt widzenia.

Kolejne spotkanie RN (13 stycznia 2014 r.) było prawie normalne, choć z akcentami wyraźnej niechęci ze strony grupy Podmagórskiego. Jakie było nasze zdumienie, kiedy następnego dnia na  klatkach schodowych ukazały się ogłoszenia o Walnym Zgromadzeniu, które zwołał Zarząd. Jeszcze poprzedniego dnia, podczas posiedzenia RN, na ten temat nie padło ani jedno słowo! Część spotkań zorganizowano w godzinach dopołudniowych lub południowych, co utrudniło szeroki udział w nich członków GSM. Nie przyjęto niezależnych wniosków do porządku obrad. To jest wielka manipulacja!  Wobec tych wszystkich wydarzeń i braku możliwości rzetelnej pracy dla Spółdzielni w ramach Rady Nadzorczej kilku jej członków ostatecznie zdecydowało się złożyć dymisję.

W świetle tego wszystkiego artykuł pana Podmagórskiego zamieszczony w gazecie GSM, pod tytułem „Mieszkańcom należą się wyjaśnienia” jest niezwykle perfidny i cyniczny. Jego treść zdecydowanie zaprzecza tytułowi i ma na celu zaciemnienie i zmanipulowanie sytuacji. Czytelnikowi od razu może narzucić się podobieństwo do publikacji z czasów PRL, kiedy to mniejszościowa władza brutalnie traktowała resztę narodu, opozycję i ruchy wolnościowe, przypisując sobie monopol na słuszność i wyłączność. To z tamtych czasów znamy aż za dobrze określenia „wywrotowcy” i „warchoły” wobec jej przeciwników.

W swoim artykule pan Podmagórski obłudnie deklaruje, że również chce kontroli Spółdzielni. Tylko pytanie jakiej kontroli? Bo na pewno nie takiej w wyniku której „ktoś może popłynąć”. Według niego, na przykład kontrola termomodernizacji miałaby być przeprowadzona przez Komisję Rewizyjną. Kieruje ją jego najbliższy współpracownik A. Matusiak, a większość w niej stanowią koledzy z jego grupy. Ciekawe jaki byłby tego skutek? Pan Podmagórski powołuje się w swoim artykule na to, że RN i obecni na Walnym Zgromadzeniu członkowie GSM udzielili Zarządowi poparcia. Przemilcza jednak, że opinia ta powstała tylko na bazie dokumentów, które nam wybiórczo przygotowano. Do tych krytycznych nie mieliśmy dostępu, na przykład do pełnego raportu kontroli rewidenta.

Przytaczając tylko wygodne dla siebie informacje zawsze można wywołać wrażenie, że mieszka się w raju. Tylko, że w tym raju ze ścian tynk odpada. Pan Podmagórski pyta, co się zmieniło od czerwca 2013 r. Dużo! Otworzono nam oczy na inne aspekty działalności Zarządu i grupy Podmagórskiego. Uzyskaliśmy dostęp również  do innych dokumentów spoza „propagandy sukcesu”, o wiele bardziej krytycznych. Agresywne zachowanie panów Podamgórskiego i Matusiaka czy Weycherta, szczególnie wobec osób mających inne zdanie, otworzyło nam jeszcze szerzej oczy. Na to wszystko nie mogliśmy pozostać obojętni.

 Pan Podmagórski wskazuje na trudności we współpracy z nowym członkiem Zarządu, główną księgową, której nie podobają się praktyki tam stosowane. Jest to kolejna księgowa, która w GSM ma kłopoty. Jedna z jej poprzedniczek została zwolniona dyscyplinarnie, inne uciekły stamtąd, jak z zapowietrzonego miejsca. Na to Zarząd znalazł swoje lekarstwo: Chce zmniejszyć liczebność Zarządu z 3 do 2 osób i usunąć tą, z którą mają kłopoty, bo patrzy na ręce pozostałym członkom, bo nie wpisała się w kolesiostwo. Tak więc zostałoby grono 2 osób dobrze się rozumiejących (Weychert i Pluta). Taką propozycję zmian w Zarządzie ma uchwalić najbliższe, niespodziewane Walne Zgromadzenie i pewnie uchwali, bo znowu ściągną swoich a inni nie przyjdą. Wtedy Spółdzielnia już całkiem będzie ich, a oni nie do ruszenia. Jeśli na to pozwolimy.

Pan Podmagórski zarzuca skonsolidowanie się większości 5 osób w Radzie Nadzorczej w „gniewną piątkę”. Ale ta piątka to osoby z nikim nie związane. Połączył ich jedynie niepokój i sprzeciw, co do sposobu zarządzania Spółdzielnią. Pan Podmagórski zapomina wspomnieć, że właśnie on i A.Matusiak oraz G.Weychert są zwolennikami, albo należą do tej samej partii politycznej.

Pan Podmagórski zarzuca nam brak chęci pracy w zebraniach Rady. Te zebrania zwoływane były z dnia na dzień albo w godzinach przedpołudniowych, albo bez przygotowania odpowiednich dokumentów. Jak można w takich warunkach realnie pracować! No, chyba, że tylko jako figuranci, bezkrytycznie przyjmujący informacje pana przewodniczącego i posłusznie zatwierdzający jego wnioski. I jeszcze pod groźbą eliminacji (tzn „zawieszenia”) niepokornych.

Zarzuca się nam złamanie porozumienia. A już po jego podpisaniu grupa pana Podmagórskiego wróciła do napastliwych postaw, zniewag i agresywnych polemik wobec członków naszej piątki.. Jak sam przyznaje w swoim artykule to już druga piątka w okresie sprawowania władzy w Spółdzielni przez tą grupę, która przeciwko nim wystąpiła. Z tymi poprzednimi „wywrotowcami” też sobie poradzili, a kara była dotkliwa. Nieposłusznych członków Rady pozbawiono członkostwa w Spółdzielni. Oczywiście sąd te działania uchylił. Teraz nasza kolej.

Pan Podmagórski zadaje  obłudnie w swoim artykule pytanie, czy warto się angażować w sytuacji, kiedy jego działania wydają się być wątpliwe dla większości Rady. Cynizm tego pytania aż bije w oczy. Jego obrona stołka przewodniczącego, który zajmuje, jest wręcz brutalna i za wszelką cenę eliminuje swoich przeciwników. A nawet rewanżuje się na nich srogo. I to wszystko w imię jego „wysokiej postawy moralno-etycznej”. Podobnie „mąż zaufania społecznego”, członek RN i radny Rady Miasta Andrzej Matusiak.

Mieszkańcom należą się wyjaśnienia?  Tak, ale niech się ludzie dowiedzą, jak jest prawda! Jestem wdzięczna redakcji JasNet-u za umożliwienie mi tej publikacji. Tej szansy nie miałam w gazecie naszej Spółdzielni, która podobno jest jej własnością. W PRL władza niby też należała do ludzi, ale „wywrotowcy”  byli zwalczani i pozbawiano ich prawa do głosu. A „szkalowanie władz” groziło poważnymi  konsekwencjami. Jak teraz w GSM.  Historia się powtarza, tylko w innych barwach.

Z ostatniej chwili: Po przekazaniu tego tekstu do publikacji otrzymałam wiadomość, że obecna, kolejna już główna księgowa została zwolniona z pracy w GSM. Nic dodać, nic ująć.

czwartek, 30 sty 2014, Grażyna Szczuka, były sekretarz Rady Nadzorczej GSM

Powyższa relacja została potwierdzona przez dwóch innych członków Rady Nadzorczej znanych Redakcji.”

Źródło:   http://jasnet.pl/?m=publicystyka&id=31009

 

8 Responses to “Z JASTRZĘBIA!!! PILNE!!!

  1. sonmi451

    do EMGIEprojekt

    to wstyd nie znać podstaw funkcjonowania bulandy – poniżej specjalnie dla Ciebie bryk do klasówki:

    Ustawianie przetargów w spółdzielniach-molochach
    Zaopatrzenie spółdzielni-molocha jest jednym z najbardziej lukratywnych zleceń dostępnych na rynku. Roczny budżet molocha to często kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt milionów złotych. Kontrola tej swoistej żyły złota daje gwarancje prosperity niezależnie od sytuacji gospodarczej na wolnym rynku, gdyż spółdzielnie mieszkaniowe są praktycznie niezależne od cykli koniunktury i dynamiki rozwoju konkurencji w danej branży. Co najwyżej recesja może prowadzić do okresowego zwiększenia liczby eksmisji i większej rotacji lokali, ale zasadniczo nie odbija się to na kondycji finansowej spółdzielni-molocha.

    W celu \”wygrywania\” przetargów i uzyskiwania zleceń w spółdzielni, wdrożono kilka rozwiązań zapewniających kontrolę nad jej finansami i polityką inwestycyjną. Oto najważniejsze z nich:

    – obsadzenie ludźmi z organizacji stanowisk w zarządzie i radzie nadzorczej poprzez zastosowanie technik manipulowania i fałszowania wyborów);
    – wyłonienie grupy \”zaprzyjaźnionych firm\” do realizacji dostaw towarów i usług;
    – zwerbowanie zaufanych pracowników w dziale technicznym (obsługa inwestycji, nadzory, odbiory robót);
    – powszechne wykorzystanie uznaniowych kryteriów w podejmowaniu decyzji;
    – system wynagradzania za lojalność i uczestnictwo w przestępczym procederze;
    – zastraszanie firm oponentów.

    Zadania członków organizacji w radzie nadzorczej

    Pomyślne przeprowadzenie wyborów poprzez wprowadzenie do rady nadzorczej ludzi należących do organizacji jest kluczem do legalizowania przedsięwzięć gospodarczych, bo od przychylności i akceptacji rady zależy polityka remontowa, inwestycyjna i zagospodarowanie środków z czynszów w danym roku. Zaufane osoby zasiadające w RN uchwalają plan finansowy opracowany przez zarząd i decydują o wyborze wykonawców. Za odpowiednie decyzje mają np. udział w zysku z prowizji od \”zaprzyjaźnionych firm\” i bezpośrednią możliwość wykonywania dostaw i uczestnictwo w realizacji zleceń.

    Rekrutacja \”zaprzyjaźnionych firm\”

    Kryteria wyboru dostawców towarów i wykonawców robót w spółdzielni są dość złożone. Wyszukuje się i selekcjonuje ludzi zaufanych i żądnych łatwego zysku. W centrum zainteresowania są na członkowie organów spółdzielni (RN, rady osiedla), pracownicy SM, rodziny lokalnych decydentów. Dawanie zleceń osobom z tych środowisk cementuje system (np. bardzo pomaga przy wyborach w spółdzielni) i zapewnia ochronę prezesom. Preferowanym rozwiązaniem jest dobór raczej mikro firm
    (często jednoosobowych działalności) z względu na zachowanie poufności w zakresie polityki cenowej (oferowanych towarów i usług) oraz jakości robót. Duże firmy, mające wdrożone systemy jakościowe i podlegające audytom nie są dobrym i bezpiecznym partnerem m.in. z uwagi na brak swobody w rozliczaniu prowizji.

    Jak zachować pozory przetargowe

    Mimo, że towarzysze z lobby parlamentarnego zatroszczyli się o wyłączenie spółdzielni mieszkaniowych z obowiązku stosowania procedur przetargowych, a także pozbawili państwowe organa kontrolne możliwości badania działalności spółdzielni (np. spółdzielnie nie podlegają kontroli NIK), jak również zabezpieczyli osobiste bezpieczeństwo prezesów ustanawiając np. przepis, że pokrzywdzonymi (np. przy niegospodarności) mogą być jedynie członkowie zarządu i organów spółdzielni, a zwykli członkowie nie są ani stroną, ani pokrzywdzonymi, to wskazane jest zachowanie pozorów procedur przetargowych choćby ze względu na wścibskie, węszące sensacji media. Wymyślono więc genialny w
    swojej prostocie sposób. Wyselekcjonowane \”zaprzyjaźnione firmy\” ustawiają się w kolejce do \”wygrania\” ustawianego przetargu. Planując remonty czy ważną, dużą dostawę do spółdzielni, informuje się wybranych oferentów o planowanym zakupie lub zamówieniu. Na etapie informowania uzgadnia się odpowiednio zawyżoną cenę, która zostanie formalnie zaoferowana spółdzielni przez owe firmy. Skalkulowana przez prezesów cena (cena nabycia towaru, usługi) jest podwyższona o wartość prowizji
    (łapówki)jaką podzieli się \”zaprzyjaźniona firma\” z prezesami i osobami w spółdzielni odpowiedzialnymi za legalizację wydatków. Nie może więc to być zawyżenie np. o 10% , bo nie wystarczy pieniędzy na opłacenie grupy osób uczestniczących w procederze, a musi przecież zostać odpowiedni zarobek firmie, która potencjalnie naraża się na np.
    zainteresowanie organów ścigania. Ponadto \”zaprzyjaźniona firma\” nie otrzyma faktury kosztowej od prezesów tytułem rozliczenia wypłaconej łapówki, więc w kwocie zawyżenia musi zawierać się także wysoki podatek dochodowy odprowadzany do fiskusa. Po uzgodnieniu poziomu zawyżenia ceny, z wtajemniczonymi firmami ustala się szczegóły ich ofert i wysokości cen jakie zaoferują stosownie do przyjętego poziomu bazowego.Jednocześnie rozstrzyga się, która wg \”kolejki\” firma tym razem \”wygra\”.
    Wytypowany \”zwycięzca\” wpisuje do oferty cenę nieco niższą od pozostałych. Reszta wtajemniczonych firm składa oferty z cenami oscylującymi wokół przyjętej bazowej zawyżonej ceny, jednak nie niższymi niż cena przedłożona przez \”zwycięzcę\”. Ta procedura gwarantuje niewykrywalność oszustwa bez wnikliwego kontrolowania cen i porównywania z ofertami rynkowymi. Wymaga to zatem dużej wiedzy organów ścigania, większego nakładu pracy i kosztów. Nieobytemu asesorowi szczebla rejonowego nawet do głowy nie przyjdzie, że ma do czynienia z przestępczym procederem. Po za tym trudno jest kwestionować \”przetarg\” w obliczu \”dowodów ofertowych\” od pozostałych wtajemniczonych firm.

    Co zrobić żeby oferty złożyły tylko wtajemniczone firmy?

    Newralgicznym elementem systemu jest informowanie o planowanym zamówieniu w mediach, gdyż do przetargu mogą stanąć firmy z zewnątrz, których oferty mogą zniweczyć misternie przygotowany plan. Ale jest na to sposób. Ogłoszenie o przetargu umieszcza się np. w płatnym serwisie internetowym, który nie jest powszechnie dostępny. Innym sposobem jest emisja ogłoszenia prasowego krótko przed terminem złożenia ofert. Częstym narzędziem eliminowania nie wtajemniczonych jest zastosowanie uznaniowych kryteriów (np. w zamówieniu na projekt budynku jako decydujące kryterium o wyborze oferenta przyjmuje się ocenę opracowania koncepcji, a nie projektu) oraz manipulowanie wymogami formalnymi typu przedłożenie rożnych specjalnych zaświadczeń. Gdyby jednak ktoś z zewnątrz się przebił z ofertą, to ludzie z organizacji zasiadający w radzie nadzorczej wyeliminują go, wybierając \”zaprzyjaźnioną firmę\”, która np. niespodziewanie zaproponuje dodatkowe usługi w ramach przedstawionej oferty.

    Wynagradzanie za współpracę i lojalność

    Prezesi spółdzielni potrafią być wdzięczni \”zaprzyjaźnionym firmom\” za udział w procederze i dzielenie się zyskiem. Ich właściciele oprócz łatwego i stałego zarobku korzystają np. z profitów w postaci zakupu lokali po zaniżonych cenach, dzierżawy na atrakcyjnych zasadach, pomocy organizacji przy wydawaniu decyzji administracyjnych, załatwiania spraw w urzędach dzięki protekcji prezesów. \”Zaprzyjaźnione firmy\” nie
    ponoszą też ryzyka odpowiedzialności za wadliwe roboty. Zaufani pracownicy działu technicznego często odbierają prace bez wymaganej dokumentacji. Umowy sporządzane między spółdzielnią, a \”zaprzyjaźnionymi firmami\” są lakoniczne i nie zawierają poza kaucją gwarancyjną (np. 5% wartości zlecenia) żadnych poważnych sankcji za wadliwe wykonawstwo. Umowy spółdzielnia – \”zaprzyjaźniona firma\” są ewenementem niespotykanym w gospodarce wolnorynkowej.

    Co zrobić gdy firma z wolnego rynku poskarży się organom ścigania?

    Czasem zdarza się, że firmy z zewnątrz w swojej naiwności wierzą, że przetarg w spółdzielni mogą wygrać dzięki atrakcyjnym cenom, posiadanej renomie, merytorycznej wiedzy i doświadczeniu – nic bardziej błędnego. Ewentualne doniesienie do lokalnej prokuratury wskutek wykrycia manipulowania przetargiem, kończy się dla danej firmy ostracyzmem na rynku spółdzielnianym, może też doprowadzić do zerwania kontaktów i innymi firmami powiązanymi ze spółdzielniami. W praktyce np. dla sprzedawcy wodomierzy oznacza to nawet widmo bankructwa. Szantażownie firm było szczególnie groźne i szkodliwe społecznie do czasu integracji z UE, gdyż lokalne rynki przeżywały recesję, a o zlecenia było trudno. Płacenie łapówek było elementarnym standardem (spuścizną państwa komunistycznego) przechodzącej transformację gospodarki. Ci przedsiębiorcy, którzy padli ofiarą ostracyzmu prezesów wiedzą, że z mafią spółdzielczą nie ma żartów, gdyż prezesi poszczególnych spółdzielni w większości ściśle ze sobą współpracują i decyzja o wyeliminowaniu danej firmy z rynku dostaw dla spółdzielni jest podejmowana wspólnie i konsekwentnie przestrzegana. Dodatkowo w branży rozpuszcza się wiadomość o karze jaka spotyka tych,którzy łamią zasady stanowione przez prezesów.

    Koszty społeczne zawyżania cen

    Największymi przegranymi procederu ustawianiu przetargów są dziesiątki tysięcy nieświadomych spółdzielców brutalnie wyzyskiwanych przez przestępcze organizacje. Mafie spółdzielcze są groźne dla funkcjonowania państwa w wymiarze społecznym i ekonomicznym. Spustoszenie, jakie powodują w budżecie spółdzielni ustawianiem przetargów w sposób bezpośredni uderza w najbiedniejszych stymulując rozwój różnego rodzaju patologii i prowadząc do degradacji społeczności. Dochodzi do paradoksów, że m2 utrzymania niskostandardowego lokalu w blokowisku kosztuje więcej niż m2 utrzymania domu jednorodzinnego. Dodatkowo na barki samorządów przerzuca się koszty dostarczania lokali socjalnych dla obsługi ponadnormatywnej ilości eksmisji, łożenie funduszy na pomoc społeczną, policję i finansowanie dodatków mieszkaniowych. Wyprowadzanie funduszy ze spółdzielni oznacza wyższy czynsz i podwyższenie kosztów utrzymania, a tym samym powiększenie grona spółdzielców uprawnionych do pobierania różnego rodzaju zasiłków.

  2. EMGIEprojekt

    Witam
    Na Wasz portal trafiłem szukając osoby czy instytucji, której chciałem przedstawić jak wyglądała procedura przetargu przeprowadzonego ostatnio przez GSM Jastrzębie, w którym moja firma startowała. Przetarg był na opracowanie dokumentacji projektowej dostosowania 6 budynków przy ulicy Kurpiowskiej do wymogów przepisów ochrony ppoż.
    W dniu otwarcia ofert po południu zostałem zaproszony faksem na negocjacje na następny dzień na 9.00 rano.
    Ponieważ odległość do Jastrzębia od siedziby naszej firmy to około 250km, a na ten dzień miałem już umówione spotkania, grzecznie zadzwoniłem i zafaksowałem, że nie będę mógł być w tym terminie obecny. Faks pozostał bez odpowiedzi więc w dniu negocjacji zadzwoniłem do spółdzielni. Otrzymałem informację, że faks dotarł, …a wyniki przetargu zostaną opublikowane na stronie internetowej GSM. Czekałem cierpliwie licząc na kontrakt, bo telefonicznie dowiedziałem się że nasza oferta jest najtańsza. Jakież było moje zdziwienie, kiedy z ogłoszenia internetowego dowiedziałem się że zamówienia udzielono innej firmie za kwotę 28.800,00 złotych netto WIĘKSZĄ!!! Podkreślam, że są to prace projektowe, gdzie oprócz ceny istotne powinno być co najwyżej wiedza i doświadczenie, a nasza firma działa na rynku kilkanaście lat i wykonała w ostatnim czasie zadania o wiele bardziej złożone od przedmiotu przetargu (o czym GSM została w ofercie powiadomiona).
    Jaki był klucz wyboru droższej oferty?!…pozostanie tajemnicą GSM.
    P.S. Mnie z racji odległości i nieznajomości lokalnych uwarunkować trudno jest sprawą się zająć, ale jeśli ktoś chciałby to zrobić proszę o kontakt: marcin.zmijewski@emgieprojekt.pl

    • Patrol

      Bo klucz do wyboru oferty jest taki: nieważne, żeby było taniej i bardziej fachowo. Ważne, żeby dostał swojak i odpalił. Dlatego wygrywają droższe i mniej kompetentne oferty. I tak jest Panie Kolego nie tylko na lokalnym jastrzębskim rynku ale w całej spółdzielczości.

    • Petarda

      Pan Prezes Zarządu SM „Jaroty” w Olsztynie w gazetce „Jaroty” podał mój lokal, gdzie poszkodowani przez
      prezesów mogą znaleźć pomoc. Gr. czł. inicj. „Nic o nas bez nas” pomaga. W spółdzielniach przetargi wygrywają kolesie, roboty wykonuje ten, który przegrał – podwykonawca. Musi „odpalić” 10% szczęściarzowi. A tłumaczą się dlaczego wybrali droższego wykonawcę – bo w tej sumie wykona dodatkowe prace.

  3. szelpon

    Mnie osobiście w całej sprawie interesuje osoba społecznika Pana Podmagórskiego. Jak wynika z przekazów publikowanych na tej stronie jest on społecznikiem PiS-u nie zaś prawdziwych spółdzielców. Poddaję w wątpliwość jak osoba , która weszła do rady przy poparciu aktywnych spółdzielców, którzy chcieli dokonać zmian w GSM broni zarządu narażając się na konsekwencje karne z art. 267d ustawy prawo spółdzielcze. Przez kogo ten człowiek jest sterowany i za ile ? Ja stoję na stanowisku, że tak działający ludzie zawsze dadzą się kupić pozostaje tylko kwestia ceny oraz płatnik. A może okazało się , że sami spółdzielcy tak naprawdę nie są zainteresowani żadnymi zmianami więc dlaczego z tego nie korzystać skoro cudzą kasę łatwiej wydawać, pilnuje się swojej. Jak spółdzielcze to niczyje to tak jak kiedyś było państwowe.

  4. Petarda

    Odważna Pani Grażyno – WIELKI SZACUN!!
    Powodzenia w walce z zarazą, gdzie kanalie rządzą bezkarnie. Pozdrawiam.

  5. wiktor

    Zauważcie, że ta koalicja rady nadzorczej + prezes, doprowadzili poprzez manipulację w 2012 r. do odwołania z RN nas trzech : Krywulko, Mitelstadt, Krajewski. Powytaczali nam procesy sądowe , które trwają do dzisiaj. A teraz role się odwróciły, dobre jednak i to, ze choć późno to zrozumieli swój błąd.

    • Luna

      Tą spółdzielnią rządzi jak widać PiS. Dżentelmen Andrzej Matusiak to prywatnie bliźniaczy brat posła Grzegorza Matusiaka.

Comments are closed.